Dzisiaj obchodzę swój mały jubileusz: drugie urodziny mojego bloga i moje dwudzieste! Wracając z uczelni dowiedziałam się także, że dzień 3 czerwca jest także Małopolskim Dniem Nauki. Dlatego też zaraz po napisaniu notki na bloga zmykam zgłębiać swoją widzę na temat polimerów, belek i innych ciekawych rzeczy, które dają mi do zrozumienia, że jestem studentką , a sesja już za pasem.
Przez te 2 lata działo się tak wiele. Nigdy nie przypuszczałam, że blog będzie miał, aż taką oglądalność. Nie przypuszczałam również, że nie znudzi mi się to całe blogowanie. Dostaję od Was tak wiele motywujących mnie komentarzy i tych miłych i tych z uzasadnioną krytyką! Gdyby nie Wy, to zapewne mnie by tu nie było, bo po co miałabym sama do siebie pisać? Zawszę mogę na Was liczyć. Czy to chodzi o wsparcie mnie, bądź jakiegoś mojego znajomego w konkursie, czy o rzetelne pokierowanie mnie jak dojechać z lotniska Sandefjord Torp do Oslo.
Nawiązałam wiele współprac: tych które malowały uśmiech na mojej twarzy i tych, które dały do zrozumienia, że na tym świecie są ludzie, których ludźmi raczej nazwać nie można. I z tego miejsca chciałabym pozdrowić Pana Dariusza, który cierpiał (a może dalej cierpi ?) na rozdwojenie jaźni, który zepsuł mi tyle krwi i robił mnie w bambuko dobre 2 miesiące. Jako, że nie należę do osób, które potrafią się długo na kogoś gniewać zaprawdę powiadam – wybaczam! Ale i tak uważajcie na zakupy w małych sklepach internetowych, które nie mają zbyt dobrej opinii. A na najbliższy czas zapowiada się ekstra projekt ,o którym wspomnę Wam już niebawem!
Co do samych moich dwudziestych urodzin muszę przyznać, że jest mi niezmiernie przykro, że już nigdy w życiu nie będę nastolatką. Pociesza mnie tylko ten fakt, że ludzie wciąż, gdy widzą mnie po raz pierwszy dają mi max 15 lat. W sumie to nie wiem czy w zupełności ‘pociesza mnie’ , ale trzeba się cieszyć tym co jest. Pamiętam, że dawno temu postanowiłam sobie, że jak wybije mi dwudziestka, to zacznę się wreszcie malować. Wczoraj podczas czytania książki i picia mojej ulubionej, jagodowej herbaty uświadomiłam sobie: O nie! Przecież to już od jutra! Wcześniej mój wymyślny makijaż kończył się na tuszu do rzęs, a teraz tak sobie myślę, że co się odwlecze to nie uciecze, także na razie chyba o tym pomyśle zapomnę.
Od godziny 00:00 przysyłacie mi życzenia z takimi ciepłymi słowami, że nie ukrywam , że już 2 razy łezka mi się w oku zakręciła.
A czego życzę sobie sama ja? Tylko i wyłącznie zdrowia.
Fajnie, że jesteście! :*
A dla moich czytelników na 2 urodziny szykuję wielki konkurs, w którym do wygrania będzie mnóstwo nagród!
I krótko o samym outficie:
Przedstawiam Wam drugą stylizację, którą mogłam stworzyć dzięki uprzejmości Camaieu. Koszula w rzeczywistości ma zielono-morski odcień. Tylko na zdjęciach wyszła niczym błękitna. Do tego sprezentowałam sobie takie same spodnie jak w notce z out fitem w marynarskim stylu tylko że w kolorze brązowym. Obiecywałam Wam wczoraj, że dziś na blogu będą loki. Loków nie ma, gdyż stwierdziłam, że wyglądam jakbym szła do komunii. Pozostały tylko takie fale.
Miłego dnia kochani!
shirt, pants - Camaieu